Powidła śliwkowe zwieńczą cykl postów o nazwie " sezon ogórkowy".
Nie wyobrażam sobie świątecznego piernika albo miodownika Babci Erny bez powideł śliwkowych nie mówiąc już o świeżej bułeczce z masłem i powidłami - pycha.
W tym roku zrobiłam niewiele powideł, bo tylko z trzech kilogramów śliwek węgierek, zajęło mi to trzy dni po trzy godziny dziennie. No właśnie, zrobienie powideł jest niesłychanie proste, trzeba im tylko poświęcić trochę czasu i uczucia.
Do przygotowania powideł potrzebujemy:
śliwki węgierki - małe tradycyjne śliwki o pomarańczowym miąższu ( ilość wg uznania )
garnek o grubym dnie
drewniana łyżka do mieszania
Śliwki opłukać, przeciąć na połowę i usunąć pestki. Przygotowane śliwki umieścić w garnku o grubym dnie, postawić na małym ogniu i rozpocząć proces smażenia często mieszając.
Czas smażenia powideł jest oczywiście uzależniony od ilości śliwek, w moim przypadku były to trzy kilogramy, smażyłam je w pierwszym dniu przez trzy godziny, podobnie w drugim i trzecim dniu do uzyskania pożądanej konsystencji.
Usmażone powidła gorące przekładamy do czystych, wyparzonych słoiczków, zakręcamy i układamy na ściereczce do góry dnem do całkowitego wystudzenia.
UWAGA!
Do powideł nie dodajemy cukru, słodki smak uzyskujemy z samych śliwek.
Garnek z grubym dnem uchroni nas przed przypaleniem się śliwek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz